Historia Amigi w Polsce – cz.I czyli nierówna walka z Atari

Większość miłośników Amigi doskonale kojarzy to, co działo się w Nowym Yorku w lipcu 1985 roku, zna też wcześniejszą historię projektu Lorraine. Było to opisywane niejednokrotnie zarówno na łamach prasy, jak i internetu. Nikt jednak dotąd nie postarał się o kompleksowy opis losów tego komputera w kontekście naszego polskiego podwórka. Po ciepło przyjętych tekstach tematycznych Historia amigowej prasy w Polsce, Historia polskich serwisów amigowych oraz Amiga na Antenie, postanowiłem ująć polską historię Amigi w sposób bardziej całościowy.
Narodziny Amigi w USA zbiegły się z momentem początków informatyzacji Polaków na szerszą skalę”. Przy czym pojęcie szerszej skali w realiach PRL-u oznaczało posiadanie komputera w jednej rodzinie na sto gospodarstw domowych i były to dane z końca lat 80-tych, w połowie dekady sytuacja była jeszcze mniej ciekawa. Niemniej komputerów było już na tyle dużo, że ówczesne władze na czele z ministrem do spraw sportu i młodzieży Aleksandrem Kwaśniewskim dały zielone światło dla wydawania czasopisma komputerowego Bajtek, do którego kilka miesięcy później dołączył miesięcznik Komputer„.

Światowa premiera Amigi - Nowy York 1985

Światowa premiera Amigi – Nowy Jork 1985

Oczywiście odbiorcami tych czasopism byli posiadacze komputerów 8-Bitowych bądź też ludzie, którzy komputera nie mieli w domu w ogóle, mając do niego dostęp jedynie gdzieś w szkole, klubie czy pracy. Maszyn 16-Bitowych w Polsce praktycznie nie było. Z dwóch powodów, po pierwsze ich cena w odniesieniu do ówczesnych zarobków mogła przyprawiać o zawrót głowy, po drugie obowiązywało wówczas embargo zakazujące eksportu nowoczesnych technologii do krajów zza żelaznej kurtyny”. Problem w wywiadzie dla Komputera (8/86) tłumaczył przedstawiciel Atari do spraw współpracy z krajami Europy Wschodniej, Lucjan Wenzel:


(pytanie redakcji) „Kiedy ST trafi do Polski? Czy hamulcem dla jej eksportu nie jest COCOM? COCOM Komitet Koordynacyjny do spraw Strategicznej Kontroli Handlu ze Wschodem. Jest to międzynarodowa, pozarządowa organizacja założona po II wojnie światowej, w skład której wchodzą: USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Holandia, Belgia, Luksemburg, Norwegia, Dania, Kanada, RFN, Portugalia, Japonia, Grecja i Turcja. Szwecja i Szwajcaria, z uwagi na swą neutralność, nie są formalnie członkami, ale współpracują z COCOM i podporządkowują się jego poleceniom. W latach 80-ych Komitet znacznie zaktywizował swoją działalność (przypis redakcji)

(odpowiedź)”Rozmowy z Pewexem na ten temat już trwają. Ale rzeczywiście zgoda na sprzedaż i termin dostaw sprzętu do Polski zależą od COCOM. Bez pozwolenia międzynarodowego zarządu tej organizacji, w skład której, obok Stanów Zjednoczonych, wchodzą niektóre wysokorozwinięte kraje kapitalistyczne żadne przedsiębiorstwo kapitalistyczne nie może sprzedać krajowi Europy Wschodniej jakiegokolwiek sprzętu elektronicznego lub zawierającego elementy elektroniczne, jako że każdy taki przedmiot traktowany jest przez USA jak sprzęt strategiczny
To jest oczekiwanie aktywne i
w dodatku bardzo kosztowne. W Atari musieliśmy zatrudnić specjalną grupę ludzi, którzy zajmują się wyłącznie zdobywaniem licencji eksportowych.”


Trudno dzisiaj zatem ustalić, kiedy i do kogo trafiła pierwsza Amiga w naszym kraju. Można jednak snuć pewne przypuszczenia. Najprawdopodobniej Przyjaciółka trafiła do jakiejś firmy. Duże komputery były wówczas drogie i nie tylko dla prywatnego odbiorcy w Polsce stanowiły poważny wydatek. Ówczesna prasa pisała

W Polsce można jeszcze mówić o dominacji osób prywatnych jako kategorii nabywców, ale na 5 mikrokomputerów sprzedawanych w USA, 4 kupowane są przez firmy. Podobnie jest w innych krajach uprzemysłowionych. Rodzi to dla nas nadzieje, że producenci, nie mogąc upchnąć ich u siebie, będą dążyć energiczniej niż dotąd do obejścia w jakiś sposób embarga na eksport komputerów do krajów socjalistycznych przez COCOM, i dzięki temu na naszym rynku pojawi się, po przystępnych cenach, więcej urządzeń dobrych, choć na pewno nie tych najnowocześniejszych.


Widać tutaj wyraźnie że szczytem aspiracji dla przeciętnego Kowalskiego była możliwość zakupu starszej maszyny w rozsądnej cenie po zdjęciu kajdanów narzuconych przez COCOM (na komputery 8-bitowe). Z pewnością jednak były wówczas firmy, które dysponowały odpowiednimi funduszami i które potrzebowały nowoczesnych technologii co wymuszało praktyki omijające embargo. Jak to się wówczas odbywało opisał w wywiadzie dla magazynu Pixel pierwszy szef giełdy na Grzybowskiej Jan Popończyk. Zgłosiła się do niego pewna Polonuska, która wracając z USA przemyciła dysk twardy o gigantycznej jak na owe czasy wielkości. Ponieważ w tamtym czasie nie mógł być on obsłużony przez żaden normalny komputer, nie potrafiła znaleźć nabywcy. Szef giełdy miał jednak swoje kontakty w efekcie czego dysk trafił do serwerowni jednego z największych polskich banków.

Giełda Komputerowa to tutaj zaopatrywano się w oprogramowanie i sprzęt

Giełda Komputerowa to tutaj zaopatrywano się w oprogramowanie i sprzęt

Myślę, że podobnie mogło być z pierwszą Amigą, która została przemycona do Polski albo na specjalne zamówienie, albo też trafiła do którejś z polskich firm w wyniku nadarzającej się okazji, tak jak miało to miejsce w przypadku wspomnianego twardego dysku. Jedno jest pewne czy była to firma, czy był to jednak nabywca prywatny nielegalnie musiano ominąć COCOM, gdyż oficjalnej dystrybucji Amigi w naszej części Europy wówczas nie było.
Rok po premierze Amigi szesnastobitowce zaczęły zdobywać pierwsze przyczółki w Polsce, przy czym nie były to komputery od Commodore. Pierwsze skrzypce grała bowiem na naszym poletku firma Atari. Przedsiębiorczy Jack Tramiel, nie mogąc znaleźć rynku zbytu na starzejące się Atari800XL i 65XE, postanowił sprzedawać te urządzenia w kraju swoich przodków. Tak zrodziła się współpraca z innym Polakiem Lucjanem Wenclem, który zajmował się dystrybucją Atari na Polskę. Co prawda priorytetem był handel ośmiobitowcami, lecz przygotowywano już grunt pod następną generację. O Atari ST zaczęło się pisać w polskiej prasie i to pisać dobrze. O Amidze nie pisano wcale, a jeśli już to krótkie wzmianki o jej nie konkurencyjności wobec ST.
W przywołanym wcześniej wywiadzie dla miesięcznika Komputer z Lucjanem Wenclem czytamy


Czy w zdobywaniu kolejnych rynków i grup odbiorców firma Atari nie boi się konkurencji ze strony Commodore i Apple?
Nie, gdyż nowy komputer Commodore Amiga jest, moim zdaniem, zbyt skomplikowany, ciągle przerabiany i bardzo drogi. W dodatku źle (przedwcześnie) przeprowadzona kampania reklamowa Amigi powoduje pogarszanie się sytuacji finansowej firmy Commodore.
Natomiast Apple, ze swoim Macintoshem, nie jest dla Atari 520ST konkurencją z wielu powodów, na przykład z racji braku kolorów, mniejszej rozdzielczości, stosunkowo małej pamięci i wysokiej ceny.

Wspólnie z Przedsiębiorstwem Zagranicznym KAREN, reprezentującym firmę Atari w Polsce i prowadzącym serwis gwarancyjny komputerów sprzedawanych przez PEWEX, zapraszamy do Korespondencyjnego Klubu Użytkowników Atari ST.

Bardzo duże zainteresowanie, towarzyszące Atari ST na całym świecie, pozwala sądzić, że w niedalekiej przyszłości seria ST stanie się wzorem domowego komputera.


Atari dbało o reklamę i marketing już w 1986 roku

Atari dbało o reklamę i marketing już w 1986 roku

W tym samym numerze można przeczytać listy od pierwszych użytkowników dużego Atari.
Mimo embarga i dość wysokiej, w stosunku do naszych zarobków, ceny, w Polsce jest coraz więcej komputerów Atari ST. Jeszcze większa jest grupa użytkowników in spe, zafascynowanych możliwościami tego komputera, planujących zakup w bliższej lub dalszej przyszłości, a tymczasem zbierających dostępne informacje, literaturę, a nawet dyskietki z programami. Niżej podpisany też należy do grona fanów Atari ST, wpłacił już pieniądze w firmie wysyłkowej w Wielkiej Brytanii i czeka na uzyskanie licencji eksportowej, czyli zezwolenia na wysłanie komputera do Polski.


Na podobne listy od amigowców trzeba było jeszcze długo poczekać.

Bodaj pierwszym artykułem traktującym o Amidze w więcej niż pojedynczych zdaniach był tekst 13 letniego Borysa Schrade, porównujący Amigę z Atari ST. Materiał, który ukazał się w Bajtku 3-4/86 nie powstał jednak na bazie własnych doświadczeń, a na podstawie informacji zawartych w piśmie Happy Computer nr 2/86 i nie był wolny od uchybień merytorycznych. W tekście mogliśmy przeczytać


Obie firmy zdecydowały się na dyski 3,5 calowe. Wmontowane lub osobno. Oba omawiane komputery różnią się znacznie czasem wczytywania spisu treści jednego dysku; Amiga potrzebuje na wczytanie spisu treści jednego dysku 9 sekund, Atari ST tylko 3 sekundy.

Amiga ma bardzo dobrą grafikę: można w niej mieszać kolory. Obydwa komputery mają rozdzielczość 640×400 punktów (w dwu kolorach). Amiga posiada 4096 barw, a Atari 512. Planuje się już rozszerzenie rozdzielczości ST na 1024×1024 punkty… Amiga jak na super-komputer domowy jest trochę za droga kosztuje 5500 marek. Atari 520 STza cenę 3000 marek może jeszcze uchodzić za komputer domowy. Kto jednak chce mieć urządzenie reprezentujące najwyższy poziom techniczny w tej dziedzinie, ten musi sięgnąć po Amigę. Czy jest się gotowym zapłacić za jej większe możliwości techniczne znacznie wyższą cenę, to trzeba już samemu rozstrzygnąć.


To w zasadzie wszystko, czego polski czytelnik mógł się dowiedzieć o flagowym komputerze Commodore. Co innego ST tutaj pisano dużo. Magazyn Komputer zrobił nawet coś w rodzaju numeru specjalnego, gdzie większość tekstów była poświęcona 16-bitowemu Atari. Były więc recenzje sprzętu, oprogramowania czy urządzeń peryferyjnych. Nie zabrakło przy okazji pstryczków w nos wymierzonych w Amigę, do których można zaliczyć zamieszczenie grafiki z wizerunkiem Jacka Tramiela rozcierającego w palcach logo Przyjaciółki”.

Grafika o wymownym tytule przedstawiająca Jacka Tramiela rozcierającego w palcach logo Amigi. Jeden z wielu przykładów pokazujących na jaką platformę stawiała ówczesna prasa opiniotwórcza w Polsce.

Grafika o wymownym tytule przedstawiająca Jacka Tramiela rozcierającego w palcach logo Amigi. Jeden z wielu przykładów pokazujących na jaką platformę stawiała ówczesna prasa opiniotwórcza w Polsce.

Na dobrą sprawę pierwszy tekst w tym uznawanym za poważniejszym komputerowym czasopiśmie, w którym więcej przeczytamy o przyjaciółce, pojawił się dopiero w numerze 8/87. Dodać trzeba, że artykuł porównawczy z Amigi z 16-bitowym Atari, został napisany przez redaktorów w zasadzie stałej już wtedy sekcji miesięcznika Komputer STragan, to też łatwo się domyślić jaką miał wymowę. W materiale czytamy między innymi:


Spotkanie z Atari ST to czysta przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Maszyna narzuca się wręcz ze swoją sympatią dla użytkownika. Wdzięk, elegancja i klarowność w podaniu wszystkich informacji potrzebnych do rozpoczęcia pracy lub manipulacji w zbiorach. Człowieka nawykłego do zgłaszania się systemu za pośrednictwem powściągliwej grafiki GEM zdumiewa zupełny chaos na ekranie Amigi: bezładnie sytuowane okna w kolorze tła, pretensjonalne i nieestetyczne piktogramy, w dodatku brak tekstowego trybu pracy okno-mysz, żmudne i fatygujące operowanie Command Line Interface… Spotkanie z Amigą jest obciążone dotychczasowymi kontaktami z innymi maszynami. Mamy pewne przyzwyczajenia. Wszystko, co inne, może wydawać się gorsze. Pierwszy wieczór z Amigą nie może oznaczać poznania jej cech. ST pozwala zarządzać sobą już po przysłowiowej godzinie i to bez żadnej instrukcji, a do szczęścia potrzeba jedynie ułożenia dłoni na myszy, minimalnej znajomości angielskiego i nawyku ściągania opcji z banderoli GEMu.


Jednocześnie jednak nawet zadeklarowani fani Atari ST musieli przyznać, że:
Sławne w świecie, kolosalne możliwości Amigi nie są przesadzone, ale przykryte dyskusyjną manierą graficzną twórców oprogramowania systemowego. Diametralnie przeciwna sytuacja w wyrafinowanym estetycznie pierwowzorze – Macintoshu. Szkoda, że nie popatrzono dokładniej…
Szalona grafika od 640×512 przy 16 kolorach do 320×512 przy 4 096 kolorach. Sprzętowa animacja i duszki nawet w 16 kolorach. Czterokanałowy, stereofoniczny syntetyzer dźwięku oraz wejście na filtr cyfrowy.
Kolory, animacja, dźwięk, synteza mowy w systemie, multitasking, to argumenty trudne do przebicia. Ewolucje na taką skalę są dla ST nieosiągalne.
Dowolny typ monitora kolorowego (PAL, RGB, RGBI TTL), interfejsy Centronics, RS-232. Mysz, joystick, pióro świetlne, rozszerzenie szyny, dodatkowa stacja dysków po prostu solidnie i na każdą okazję.
Możliwość drukowania z określeniem kontrastu obrazu na drukarce, sterowanie drukarką kolorową, komplet zwyczajnych interfejsów, możliwość łatwej kreacji własnych ikon i inne cudeńka dostępne z systemu rekompensują z nawiązką początkowe wrażenie. Okazuje się nie po raz pierwszy, że cel uświęca środki„.


Przed premierą A500 sytuacja "Przyjaciółki" nie tylko w Polsce była nienajlepsza. Obrazek pokazuje ranking najlepszych komputerów niemieckiego czasopisma Chip z wiosny 1986 roku. Prowadzi Atari ST, Amiga nie załapała się do TOP 10.

Przed premierą A500 sytuacja „Przyjaciółki” nie tylko w Polsce była nienajlepsza. Obrazek pokazuje ranking najlepszych komputerów niemieckiego czasopisma Chip z wiosny 1986 roku. Prowadzi Atari ST, Amiga nie załapała się do TOP 10.

Mimo kilku przychylnych zdań Amiga nie miała szansy w ówczesnej Polsce. Wysoka cena, COCOM, początkowa mniejsza popularność w Europie, zwłaszcza w Niemczech skąd do kraju nad Wisła najbliżej. Na dodatek w przeciwieństwie do poczynań Atari, totalna olewka rynku polskiego przez szefostwo Commodore. A jednak, pomimo wszystkich tych przeciwności w lutym 1988 roku, co prawda w dwa lata po pionierskim klubie Atari ST lecz w zaledwie 8 miesięcy po premierze Amigi 500, powstaje pierwszy klub miłośników tego komputera na terenie PRL. Współzałożycielem klubu był Marek Hyla, znany później z działalności jednej z lepszych polskich firm software’owych Twin Spark Soft. Hyla pisze list do magazynu Komputer, który drukuje go, broniąc się przed zarzutami faworyzowania konkurencji pisząc „Wielokrotnie zarzucono nam ignorowanie mikrokomputera Commodore Amiga. Między innymi dlatego drukujemy tę informację. Przyda się ona szczególnie dwóm naszym Czytelnikom, fanom Amigi.


Szanowna Redakcjo,
Od wielu miesięcy prezentujecie na Waszych łamach bardziej lub mniej formalne kluby użytkowników mikrokomputerów. To też do Was zwracamy się z prośbą o poinformowaniu wszystkich o klubie, który został zawiązany w Krakowie w dniu 14.02.1988… Chcielibyśmy stworzyć coś na kształt bazy informacyjnej, w której zarejestrowany będzie ogół programów członków naszego klubu. Rola klubu polegałaby w ten sposób na informowaniu zainteresowanych programem, którzy członkowie klubu program ten mają. Nie chcielibyśmy ograniczać się tylko do pośrednictwa w wymianie programów. W naszych planach zamierzamy spróbować wydawać klubowy biuletyn z różnego rodzaju poradami, trickami i wiadomościami. Do jego redagowania zapraszamy wszystkich przyszłych członków. Jesteśmy w trakcie nawiązywania kontaktów z użytkownikami Amigi z Norwegii. Myślimy także o organizowaniu spotkań użytkowników Amigi, służących wymianie doświadczeń…
Kilkanaście miesięcy później w wywiadzie dla portalu PPA autor listu wspominał W 1988 roku było nas, amigowców, w Polsce może ze 100, góra 200 osób… W rozwoju klubu pomogło nam wiele osób – między innymi Tomek Kokoszczyński (później redaktor naczelny Amigowca) i Marek Pampuch. Członkami klubu byli chyba wszyscy kreatorzy ówczesnej rzeczywistości amigowej w Polsce. Amiga Commodore Club organizował w Krakowie zloty użytkowników, wydawał biuletyn, integrował środowisko – głównie zwykłych użytkowników Amigi. Pamiętam, że na pierwszym zlocie było rozstawionych kilkanaście Amig, a na ostatnim ponad 500


Początki Amigi w Polsce były więc nader skromne, wkrótce miał jednak nadejść przełom ustrojowy, który pozwolił na ekspansję Amigi w kraju nad Wisłą i zdecydowaną wygraną nad Atari ST w walce o nowych użytkowników… O tym jednak napiszę już w kolejnym odcinku.

Tagi: ,

O Mufa