Amigazyn – recenzja

W lipcu 2009 roku otrzymałem przesyłkę z ostatnim numerem polskojęzycznej edycji magazynu Total Amiga. Wrażenie, jakie wtedy miałem było dokładnie takie same jak wcześniej w przypadku pożegnalnego numeru ACS – poczucie, że oto prawdopodobnie trzymam w ręku swoje ostatnie papierowe pismo o Amidze. Środowisko amigowe potrafi jednak zaskakiwać i tak jak u schyłku istnienia ACS pojawił się Exec, tak w kilka lat po Total Amiga pojawił się opisywany Amigazyn. W międzyczasie zadebiutowało jeszcze PPA, które jednak dla mnie osobiście jest bardziej typowym fanzinem w PDF, niźli pełnoprawnym czasopismem, dlatego też nigdy nie zdecydowałem się na zakup papierowej edycji.

Amigazyn zaskakuje już od samego początku. Pierwsze co się rzuca w oczy to dołączona dyskietka. Dosyć oryginalna sprawa jak na rok 2014. Szczególnie zważywszy na fakt, że ACS czy MA już w drugiej połowie lat 90-tych porzuciły dyskietki na rzecz coverów CD. Ja w zasadzie rozstałem się z dyskami elastycznymi jeszcze wcześniej, bo w 1996 roku, kiedy to w mojej Amidze 1200 zagościł HDD i de facto nie ekscytuję się tym rodzajem nośnika. Większość dyskietek sprzedałem kilka lat temu wraz z A1200, ale wstyd się przyznać, że około 80 sprawnych, sformatowanych na czysto dyskietek, o których zapomniałem przy sprzedaży wylądowało swego czasu na śmietniku. Zostawiłem sobie tylko kilka na pamiątkę, (może kiedyś wnukom pokażę, na jakich dziwnych nośnikach się pracowało). Dyskietki dołączone do Amigazynu nie noszą śladów żadnego używania, zasilą więc mój skromny zestaw kolekcjonerski.

Muszę jednak nadmienić, że moje dosyć obojętne spojrzenie na sprawę nie jest jednak postawą dominującą. Na sieci można znaleźć wiele entuzjastycznych wypowiedzi, z których wynika, że dołączenie dyskietki było strzałem w dziesiątkę. Bez względu na to, jak kto podchodzi do tej kwestii, nie można odmówić wydawcy dużego zaangażowania. Zdobycie w 2014 roku sporej ilości nowych dyskietek DD nie jest rzeczą trywialną i za to na pewno należą się brawa. Kończąc temat coveru, dodam, tylko że dla wszystkich tych, którzy nie dysponują stacją FDD, wydawca zaoferował możliwość pobrania zawartości, którą stanowi program Ortograf w formie obrazu ADF/DMS.

cover

Samo pismo, biorąc pod uwagę, iż mamy rok 2014 i takie, a nie inne amigowe realia, po prostu imponuje. Zwłaszcza w zakresie objętości i jakości wydania. Oprawione jest w grubą kolorową okładkę, nieporównywalnie lepszą od tego, co widzieliśmy w Total Amiga. Myślę, że na tym polu śmiało może konkurować z Execem. Okładka Execa wydaje się być na nieco bardziej gładkim papierze, natomiast okładka Amigazynu jest za to grubsza a całe pismo jest w odrobinę większym formacie. Warto też dodać, że strony Amigazynu nie są łączone zszywkami, co jest chyba jedynym takim przypadkiem w historii polskiej prasy amigowej. Strony w środku są wyłącznie biało czarne, drukowane na średniej jakości papierze. Co za tym idzie trudno tutaj porównywać Amigazyn z niedoścignionym pod tym względem ACSem, ale jednocześnie trudno też nie przyznać, że opisywany periodyk nie odbiega od standardów wobec każdego innego pisma amigowego wydawanego w XXI wieku.

Tym, czym odbiega i to zdecydowanie na plus jest liczba stron. Jest ich aż 68, co w czasach kiedy za pełnoprawne amigowe czasopisma chcą uchodzić dwudzistokilku stronnicowe gazetki jest wręcz wielkością astronomiczną. Dodam, że wcześniejsi konkurenci również odstawali na tym polu dosyć wyraźnie. Total Amiga to 52 strony, podobnie jak Exec, ACS oraz końcowe dwa numery Magazynu Amiga. Wygląda na to, że ostatni raz amigowy czytelnik otrzymał równie dużo treści ponad 15 lat temu, wraz z Magazynem Amiga 6/99!

To, co się dodatkowo chwali ta fakt, że w czasopiśmie jest stosunkowo mało tzw. „zapchajdziur”. Nie znaczy oczywiście że nie ma ich w ogóle. Na jednej ze stron znajdziemy np. znany i dobrze już opatrzony niemal każdemu plakat CDTV, w którego miejsce zmieściłby się niewielki artykulik. Jednak to raczej wyjątek. Jedną z modelowych form „zapchajdziur” nadużywaną nagminnie przez pisma jest dział newsowy. Zazwyczaj wygląda to tak, że czytelnik, który dowiaduje się o istnieniu gazety z danego portalu, a co za tym idzie jest również czytelnikiem tegoż portalu (i czyta tam newsy). Jest zmuszany po czasie do ponownego przeczytania dobrze znanych mu newsów i to często w niezmienionej formie. Amigazyn podszedł do sprawy w o wiele ciekawszy sposób. Tutaj nie mamy do czynienia z copy & paste tego, co opublikowano wcześniej w internecie. Każda z wiadomości jest opatrzona długim ciekawym komentarzem autora. Zajmujący ponad jedną kolumnę komentarz o wizycie Marka Pampucha na Pixel Heaven, w innych pismach pewnie śmiało mógłby się załapać na pełnoprawny półstronicowy artykuł. Dzięki takiemu podejściu do sprawy Telegram, zamiast stanowić suchą kalkę internetowego serwisu newsowego, jest bardzo interesującym działem z cyklem minifelietonów komentujących najnowsze wydarzenia ze świata Amigi. Nawet jeśli z niektórymi komentarzami można się nie zgadzać, to z całą pewnością czyta się to z dużo większym zaciekawieniem, aż dziw bierze, że żadne z pism w amiświecie nie podeszło wcześniej w podobny sposób do sprawy.

okladka

Pełnoprawną „artykularską” część pisma otwiera tekst Marcina Libickiego „Krótka historia upadku”. Artykuł nie jest jednak kolejnym z serii, dlaczego Commodore zbankrutowało, a raczej przedstawia plany korporacji, które mogłyby się ziścić, gdyby firma nie upadła. Przyznam szczerze, że dla mnie osobiście jest to najciekawszy tekst w całym Amigazynie. Dotąd myślałem, że jako amigowiec z ponad dwudziestoletnim stażem, o historii (nawet tej potencjalnej) naszego komputera wiem już wszystko. Tymczasem niektóre z treści zawartych w artykule Marcina, były dla mnie nowością. Jeszcze raz okazało się, że człowiek zdobywa wiedzę całe życie.

Strony 9 – 11 wypełnione są moim tekstem o tworzeniu animacji w programie Hollywood. Jako że nie mam zamiaru być recenzentem samego siebie od razu przechodzę do strony dwunastej. Tam zaczyna się trzystronicowy, pierwszy odcinek cyklu „Asembler dla zielonych” autorstwa Roberta Szackiego. Jak wiadomo Robert to człowiek orkiestra, który ma bardzo dużo pomysłów, z których niestety potem większość pozostawała niezrealizowanych. Jednym z takich pomysłów było założenie swojego prywatnego pisma o Amidze, co samo w sobie wydawało się zadaniem ekstremalnie trudnym. Dobrze, jednak że dał się namówić do współpracy w grupie, dzięki temu jego wiedza na temat programowania na MC68k (choć znany jest także z tworzenia softu dla AmigaOS 4), mogła zostać wreszcie przekazana innym.

Na stronach 15 – 16 znajdziemy artykuł „Emulujemy” Tomasza Bernarcika traktujący o emulacji C64 na Amidze ze szczególnym naciskiem na Magic64. Przy tej okazji pozwolę sobie przypomnieć swoje teksty opisujące możliwości wszystkich czterech emulatorów Commodore (artek pierwotnyaktualizacja). Wracając do Magic 64, pewnie dziś patrząc z perspektywy użytkownika X1000 powiedziałbym, że to program niewiele wart. Jednak pamiętam, że w latach 90-tych kiedy byłem posiadaczem Amigi 1200 z procesorem 030, a potem 040, z emulatorem Magic 64 spędziłem wiele godzin, co dało mi mnóstwo dobrej zabawy. Trudno się nie zgodzić z faktem, że to najlepszy wybór dla lekko dopalonej Amigi klasycznej. W jaki sposób optymalnie wykorzystać to narzędzie? Tego dowiecie się z tekstu Tomka.

Na kolejnych kilku stronach Adam Zalepa w artykule „Ośmiornica na pięciolinii” pisze o wykorzystaniu interfejsów MIDI z programem OctaMed. Tekst (podobnie jak wszystkie inne) przeczytałem, aczkolwiek nie będę ukrywał, że nie jestem muzykiem i nigdy nie pracowałem na amigowych trackerach. Jedynym moim komentarzem będzie więc zaproszenie ludzi tworzących dźwięki na Amidze do lektury tego długiego i nie wątpię przydatnego artykułu.

wstep

„Pisanie po ekranie” to kolejny materiał firmowany przez Adama Zalepę, który muszę przyznać ma wielki talent do wyszukiwania mało znanych, zakopanych gdzieś w czeluściach starych amigowych kolekcji, pchełek. Jedną z takich pchełek jest opisywany EdWord, edytor tekstu, który może zainteresować fanów Super Froga. Czemu? Okazuje się, że autorzy EdWorda to ci sami ludzie, którzy później pod szyldem Team 17, zaczęli produkować kultowe gry dla Amigi.

„Tytularz wciąż na fali” to opis „Monument Designera”, mało znanego konkurenta Scali. Adam Zalepa uważa, jednak że w wielu aspektach jest to produkt lepszy, wspominając, chociażby bezproblemową współpracę programu z kartami graficznymi a co za tym idzie z rzutnikami VGA. Autor zwraca uwagę że problemem w obsłudze Monument Designera, może być niemieckojęzyczny interfejs. Od siebie dodam, że na Aminecie znajduje się archiwum ze spolszczonym menu do programu. Dodatkowo nadmienię, że choć aplikacja były niegdyś komercyjna, dzisiaj można ją legalnie pobrać za free ze strony Amiga Future.

„Funkcje Handlowe” to początek kursu, który finalnie ma nam przynieść zyski na giełdzie walutowej. A wszystko to z pomocą Amigi. Oczywiście do przewodnika Adama należy podejść z odpowiednio chłodną głową, zdając sobie sprawę z tego, że idealny przepis na łatwe zarabianie pieniędzy nie istnieje. Autor zresztą wyraźnie zaznacza, że za ewentualne straty nie ponosi odpowiedzialności i przed podejmowaniem pochopnych decyzji sugeruję poradę u niezależnego doradcy finansowego.

gry

„Nocne Surfowanie” – to recenzja przeglądarki Netsurf w wersji dla AmigaOS 3.x. Wcześniej zdawałem sobie sprawę, że obie wersje się różnią, lecz nie spodziewałem się że aż tak bardzo. W zasadzie poza nazwą, no i może nie najlepszą stabilnością cech wspólnych nie widzę. Autor narzeka na „nieamigowe GUI”, tymczasem ja uznaję Netsurfa za najbardziej zbliżonego wyglądem do klasycznych amibrowserów. Okna konfiguracyjne są wręcz nie do odróżnienia z takimi samymi narzędziami AWeba, no ale to może dlatego, że oba programy pracują w środowisku Reaction. Netsurf dla AmigaOS 4 umożliwia pisanie tekstów z użyciem polskich znaków no i co oczywiste z racji, że pracuje na PPC renderuje strony znacznie szybciej. Ogólnie szkoda, że Artur Jarosik uparł się, by iść własną drogą, zamiast korzystać z pracy Chrisa Younga, bo wersja 68k mogłaby na tym wiele skorzystać. Domyślam się, jednak że główne znaczenie miało tutaj dążenie do optymalizacji za wszelką cenę. Na zakończenie jednak pocieszę użytkowników Amigi 68k, że znalazłem jedną małą przewagę wersji przeznaczonej dla nich. Mianowicie w artykule widnieje informacja, że strona ipaddress.com zidentyfikowała przeglądarkę, co prawda w wersji 0.0, ale jednak. Wersja Netsurfa dla AmigaOS 4, nie jest identyfikowana w żaden sposób. Co więcej, bardziej zaawansowane browsery, takie jak QTWeb, Odyssey, a nawet TimberWolf, też nie są identyfikowane przez tę stronę.

Wspomnień czar” otwiera rozrywkową część magazynu. Autor przytacza kilka amigowych konwersji z automatów, słusznie zauważając, że choć Amiga w teorii miała większy potencjał graficzny, zwłaszcza wobec starszych maszyn, to nie był on wykorzystany. Amigowe wersje WonderBoya, Ghost ‚n’ Goblins i wielu innych tytułów, wyglądały po prostu dużo gorzej. Miały jednak dwie podstawowe zalety, by w nie zagrać nie trzeba było każdorazowo wrzucać monet, poza tym komputerowe konwersje były z reguły łatwiejsze. Dzisiaj w dobie doskonałych emulatorów pierwsza z tych zalet nie ma już żadnego znaczenia, dlatego ja osobiście w arcadowe hity z lat 80-tych wolę grać pod MAME.

„Siła rozumu” to kolejny tekst o starych grach. Jak wiecie, co już niejednokrotnie podkreślałem ponownego recenzowania, po wielokroć zrecenzowanych i doskonale wszystkim znanych starych gier nie pochwalam. W tym wypadku pewnym usprawiedliwieniem dla autora jest fakt, iż nie przytacza nam po raz kolejny opisu Lotusa, Glooma, Alien Breeda, Super Froga czy Chaos Engine. Na tapetę wziął zestawienie kilu stosunkowo mało znanych gier logicznych (co jednak nie oznacza, że recenzji paru z nich już wcześniej nie czytałem). Nie wiem też czy do końca słuszne jest zaklasyfikowanie platformówki Mr Blobby do gier logicznych. Natomiast z pewnością sięgnę kiedyś po Dimo’s Quest, bo tej pozycji jako jedynej z zestawienia nie miałem dotąd okazji poznać.

„Swobodnie do celu” to początkowa część cyklu Jakuba Zalepy, traktującego o Casablance. Pierwsza strona opisująca w sposób ogólny o możliwości tego urządzenia jest bardzo ciekawa, zwłaszcza dla osób, które nie miały okazji zapoznać się dotąd z artykułami o Casablane na łamach Magazynu Amiga. Kolejne trzy strony przypominają już bardziej instrukcję obsługi. Moim zdaniem autor przesadził chyba jednak trochę z „łopatologią”. Zdania typu „podłącz do urządzenia Casablanka przewód zasilający (mniejsza wtyczka) zaś większą wetknij do gniazda sieciowego” czy też „Jeśli dotąd nie używałeś komputera…” w przypadku pisma przeznaczonego dla starych amigowych wyjadaczy (a nawet dla tych amigowców, którzy wyjadaczami nie są), wyglądają trochę dziwnie.

wkladka

„Jeszcze raz o starcie systemu” – jest artykułem, w którym Adam Zalepa przybliża nam komendy z systemowego Startup-Sequence. Autor zaznacza, że nie uwzględnił w tekście możliwości z systemów AmigaOS 3.5 i 3.9, a co za tym idzie siłą rzeczy nie uwzględnił też AmigaOS 4.x. Natomiast ja patrząc na mój najnowszy S-S, dostarczony na serwer Hyperionu 28 sierpnia, śmiem twierdzić, że większość z komend przytoczonych przez Adama ma zastosowanie i w moim systemie. Zatem jest to tekst, który powinien zainteresować każdego amigowca.

W tekście „Love Parade na Amidze” powracamy znowu do tematyki muzycznej. Autor Adam Zalepa przedstawia w nim program Techno Sound Turbo II, mało znane narzędzie, które w zakresie samplowania i obróbki dźwięku spokojnie może konkurować z powszechnie cenionym AudioMasterem IV.

„Stan równowagi” to z kolei propozycja dla czytelników używających emulatorów Amigi ze szczególnym uwzględnieniem osób pracujących na systemie Linux. W tekście znajdziemy dosyć dokładny przepis na to by ustawienia naszego systemu i emulatora w sposób jak najwierniejszy oddawały rzeczywisty obraz wyświetlany przez Amigę.

„Arkusze w Akcji” to dosyć oryginalne podejście do tematu Turbo Calca przez Adama Zalepę. Autor opisuje w nim nietypowe i rzadko używane funkcje programu. Z uwagi na fakt w codziennym użytkowaniu nie mają zbyt częstego zastosowania, mało który użytkownik o nich wie a jeszcze mniej osób potrafi z nich skorzystać. Tym bardziej warto zapoznać się z artykułem, gdyż może być on przydatnym poradnikiem nie tylko dla początkujących użytkowników arkuszy kalkulacyjnych.

„Aminet” wbrew nazwie nie jest działem opisującym nowinki z Aminetu, a raczej kolejną już na łamach opisywanego czasopisma próbą przedstawienia czytelnikowi mało znanych i dawno zapomnianych programów. Może przeczy temu pierwszy z nich Disney Animation Studio, bo to akurat narzędzie dosyć znane, które zresztą do dziś trzymam na swoim twardzielu (tak tak, nawet takie starocie, jeśli są napisane w zgodzie z systemem potrafią działać na AmigaOS 4.1 i A1-X1000). Jednak już kolejne przytoczone tam programy trudno zaliczyć do grupy aplikacji, których obecność na Amidze odbiła się szerokim echem.

spis

„Na celowniku – ciekawe i przydatne” to kolejne krótkie przedstawienie ciekawostek, tym razem jednak nie software’owych a sprzętowych. W pierwszym numerze na tytułowy celownik Tomasz Bernacik wziął kartę CF we współpracy z Amigą 600 oraz stację Gotek, a w ramach wspominek przypomniał niedoszły model Amigi od Escomu, czyli Walker.

„Dyktando z komputera” krótko mówiąc jest tekstem opisującym program Ortograf znajdującym się na dyskietce dołączonej do Amigazynu. Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, nadmienię, tylko że nie jest to korektor tekstu, a produkcja mająca pełnić funkcję edukacyjną. Wyposażono ją nawet w mechanizmy pozwalające na używanie w szkołach.

Na sąsiednich dwóch stronach znajdziemy pierwszą część kursu procesora tekstu Wordworth. Pierwszą część Adam Zalepa trafnie zatytułował „Wyliczanka”, gdyż jest ona poświęcona sposobom łatwego tworzenia różnorakich spisów treści itp.

Przedostatni artykuł ucieszy wszystkich fanów amigowej publicystyki. W tekście „Procent z Amigi”, Tomasz Bernacik w sposób ciekawy, poparty licznymi argumentami przedstawia swój punkt widzenia na temat sprzętowej rozbudowy Amigi. Artykuł naprawdę czytało mi się dobrze, aczkolwiek nie ukrywam, że moje spojrzenie na sprawę jest niemalże w 100% inne. Nie będę jednak rozwijał szerzej tematu, gdyż prawdopodobnie zdecyduję się na napisanie polemiki, którą przeczytacie być może już w kolejnym numerze pisma.

Tekst Marcina Libickiego otwierał magazyn i tak się składa, że również go zamyka. Przyznam szczerze, że znowu udało mu się mnie zaskoczyć. Przez ponad dwie dekady mojego amigowania, miałem okazję poznać, a przynajmniej słyszeć o jak mi się wydawało wszystkich dużych amigowych grach i programach dystrybuowanych na płytach CD i to zarówno tych oficjalnych, jak i „undergroundowych”. Tymczasem Marcin w recenzji zatytułowanej „Poznajemy nieznane” opisuje amigową wersję, wydanej przed laty na pecety przez Optimus Pascal „Encyklopedii Wszechświata”. O takiej płycie kompletnie nie miałem pojęcia, a fakt, że jest ona przeróbką wykonaną przy użyciu chałupniczych narzędzi (a w zasadzie programu Scala), tylko w niewielkim stopniu mnie usprawiedliwia. Naprawdę fajnie jest się dowiadywać takich rzeczy, zwłąszcza, jeśli przez większość życia człowiekowi nieprzerwanie towarzyszy Amiga, która niby nie ma już przed nim żadnych tajemnic.

scena

Na ostatnich stronach magazynu pismo zaczyna się już robić zdecydowanie bardziej obrazkowe. Część z zamieszczonych screenów to po prostu galeria dokonań scenowych grafików. Natomiast inna cześć przedstawia obrazki z gier i jest związana z konkursem dla czytelników. Konkurs w założeniach nie powinien sprawić trudności doświadczonym „giercmanom” ale w moim odczuciu taki bardzo łatwy to on nie jest, co zresztą uważam za plus.

Pora na podsumowanie, mógłbym je zamknąć w zasadzie w jednym stwierdzeniu – jest dobrze. Jak na pierwszy numer, trudno oczekiwać, żeby od razu było bardzo dobrze, jednak rzeczy, do których ewidentnie można by się przyczepić, prawie nie ma. Najbardziej rzucającą się w oczy wpadką jest fakt, iż w kilku przypadkach nie ma podanego autora artykułu i można się jedynie domyślać kto go pisał. Reszta uwag to już kwestia bardziej uznaniowa. Jako człowiek, któremu zawsze było bliżej do tworzenia grafiki niż muzyki, odnoszę wrażenie, że trochę proporcje w zakresie opisów obu zastosowań Amigi są nierówne. Wydaje mi się, że zainteresowania Adama Zalepy są dokładnie odwrotne od moich i on lepiej czuje się w tematyce muzycznej. Widać to wyraźnie po dwóch dosyć długich i szczegółowych artykułach muzycznych (OctaMED, Techno Sound Turbo), dla których przeciwwagą jest zdawkowe przedstawienie graficznych ciekawostek w postaci 3D Mastera i Nova Paint IV. Siłą niemal wszystkich poważnych pism amigowych były kursy poświęcone programom graficznym. Pamiętam, że nawet jeszcze w czasach Execa najbardziej cieszyłem się na kolejne odcinki cyklu TV Painta pisane przez Stanisława Węsławskiego (gdyby udało się Pana Stanisława namówić do współpracy z Amigazynem…. ach marzenie).

Kontynuując kwestię proporcji, uważam też, że pismo jest trochę za bardzo retro. Oczywiście profil Amigazynu był jasny od początku, poza tym na fakt, że tak mało pisze tam o czwartej wersji systemu, AOne itp. mogę mieć pretensję do samego siebie. Gdybym więcej napisał to pewnie byłoby lepiej. Nie sprawy AmigaOS 4 mam jednak na myśli. Odniosłem wrażenie, że pismo jest trochę za bardzo „pięćsetkowe”. Oczywiście są przedstawione narzędzia dla bardziej rozbudowanych Amig, jak choćby Monument Designer, Magic 64, Netsurf czy oprogramowanie biurowe. Jednak ja uważam, że powinno być tego jeszcze więcej. Z całym szacunkiem dla najpopularniejszej z Amig. Pięćsetka od dawien dawna w zastosowaniach użytkowych najpopularniejsza nie jest. Nawet teraz na dosyć dużej fali retro, gdy chcąc potwierdzić moje wieloletnie obserwacje otworzyłem dział Amiga na forum PPA, z 45 tematów na pierwszej stronie działu, może najwyżej trzy lub cztery odnosiły się do A500 (i to raczej też nie gołej), już zdecydowanie popularniejsza jest A600. Przypuszczam, więc że czytelnicy, zamiast czytać o starociach, których głównym atutem jest to, że zadziałają już na Kickstarcie 1.2 i 0.5MB RAMu, z większą ochotą przyjęliby teksty o oprogramowaniu, które wymaga np. 2MB i Kickstartu 2.0, ale za to oferuje lepsze możliwości.

Trzecia nierówność w proporcjach wynika poniekąd z tej drugiej i dotyczy nowości względem rzeczy starszych. Tych pierwszych jest zdecydowanie za mało. Pomijając mój artykuł, to w zasadzie, gdyby nie data wydrukowana na okładce, dział Telegram, recenzja Netsurfa i króciutki opis stacji Gotek, ciężko byłoby odgadnąć czy pismo pochodzi z roku 2014, czy może np. z 2004. Jest rzeczą niezaprzeczalną, że najwięcej dobrego oprogramowania na Amigę wyszło w latach 90-tych, ale też nie jest znowu tak, że czasy obecne są dla Amigi klasycznej kompletną pustynią. Że pustyni nie ma, żwiadczyć mogą chociażby moje świeże recenzje Tales of Gorluth czy Personal Painta 7.2, a przecież na tapetę można by wziąć też np. MUI 3.9 czy nawet jakieś drobniejsze rzeczy z Aminetu.
redakcja

To są jednak tylko moje, jak najbardziej subiektywne spostrzeżenia i wcale się nie zdziwię, jeśli dla innych czytelników układ proporcji jest jak najbardziej odpowiedni. Pomimo tych uwag, pochwalam główny kierunek pisma, czyli zastosowania praktyczne Amigi ze szczególnym naciskiem na artykułu poradnikowo – instruktażowe. Jak już pisałem wcześniej ogólnie Amigazyn oceniam dobrze a czas spędzony przy jego lekturze z całą pewnością nie był okresem zmarnowanym. Jestem przekonany, że ekipa pracująca nad magazynem nie spocznie na laurach i drugi numer będzie jeszcze lepszy. Ja ze swej strony, małą cegiełkę bądź dwie też dołożę.

O Mufa