Okiem czytelnika – Amiga Addict

Niezbyt często na naszym blogu mam okazję recenzować kolejny amigowy tytuł prasowy. W zasadzie do tej pory robiłem to tylko dwukrotnie przy okazji Amigazynu, a potem w związku z premierą czasopisma Amiga NG. Po trzyletniej przerwie mam zaszczyt napisać o kolejnym nowym tytule, choć niestety tym razem niepolskojęzycznym, jakim jest pismo Amiga Addict. Miesięcznik wydawany jest w Wielkiej Brytanii i stoją za nim ludzie w większości zaangażowani wcześniej w tworzenie podcastu Retro Hour. Co ciekawe w pierwszym numerze pisma w notkach pokrótce przedstawiających skład redakcji znajdziemy też kobietę. Nie częsta to rzecz w zdominowanym przez męską część populacji naszym amiświecie.

Pierwsze co rzuca się w oczy to jakość wydania. Pismo śmiało można by postawić na jednej półce w kiosku np. obok CD Action. Amiga Addict może pochwalić się grubą lakierowaną okładką, wewnątrz jest w całości kolorowe, a wszystko niezłej jakości sztywnym papierze, co powinno zapobiegać zaginaniu stron i szybkiemu zniszczeniu. Na plus trzeba zaliczyć także skład, wszystko jest wykonane profesjonalnie, ilustracje są czytelne, tekst nie zlewa się z tłem i całość czyta się komfortowo. Aby dostać w ręce to cacko trzeba zapłacić cztery i pół funciaka, plus mniej więcej drugie tyle za koszty przesyłki poza terytorium Zjednoczonego Królestwa. Kolekcjonerzy za dodatkową opłatą mogą też dokupić specjalny firmowy segregator. Trzeba też odczekać około 2 tygodni (okres ten może się wahać w zależności od nasilenia problemów COVIDowych, o czym wydawca lojalnie ostrzega). Oczywiście w dzisiejszych czasach wygłodniały lektury czytelnik nie musi czekać, gdyż może sobie nabyć wersję elektroniczną zaoszczędzając przy tym czas i pieniądze. Do jakości PDFów, mimo iż nie są zbyt dużej wielkości (25MB – 30MB) też nie można się przyczepić, czyta się je bez zmęczenia wzroku i wyświetlają się całkiem żwawo na amigowych przeglądarkach uruchomionych na komputerach AmigaOne.

Amiga Addict – okładka

We wstępniaku czytamy, że pismo będzie się koncentrować nie tylko na rdzennie klasycznych Amigach, ale także na rozwiązaniach FPGA czy Amidze nowej generacji. Jednak szybki rzut okiem na spis treści nie pozostawia złudzeń, że jest to periodyk niemal w całości poświęcony Amigom wyprodukowanym przez Commodore. Potwierdzają też wspomniane notki redakcyjne, gdzie na pytanie o ulubiony komputer padały odpowiedzi Amiga 4000, Amiga 2000, Amiga 1200, Amiga 600 oraz Amiga 500 jako wybór przedstawicielki płci przeciwnej. Co prawda niektórzy członkowie składu wspominają o swoich kontaktach np. z komputerem SAM 440, ale były to raczej niezbyt długie epizody.

Jako sympatyka Amigi NG, zaistniały stan rzeczy bynajmniej nie zniechęca mnie do lektury, gdyż zdaję sobie sprawę, że złote czasy piśmiennictwa niemal wyłącznie poświęconego tematyce AmigaOS 4 przypadające na okres wydawania niezapomnianego magazynu „Total Amiga” minęły bezpowrotnie. Jednakże często magnesem przyciągającym czytelników, którzy nie są bezpośrednio zainteresowani tematami technicznymi jest publicystyka. Sam lubię poczytać dobrą amipublicystykę i myślę, że większość amigowców podziela podobne preferencje, co widzę zresztą na naszym blogu, gdzie teksty publicystyczne mają zazwyczaj dużo większą poczytność, od recenzji czy poradników dotyczących typowych aplikacji dla AmigaOS 4. W przypadku Amiga Addict na szczęście dział publicystyczny trzyma się nadzwyczaj mocno.

Amiga Addict – pod przeglądarką RNOComics.

W pierwszym numerze nie mogło zabraknąć oczywiście króla amiwywiadów, czyli Dave Hayniego. Nie zliczę już ilu wywiadów w ilu czasopismach z tym commodorowskim bogiem przeczytałem, ale z pewnością na tyle dużo, że nie przypuszczam, iż Dave mógłby mnie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć. Przyznaję się więc bez bicia, że ten wywiad tylko przekartkowałem, jednakże nie chce czynić redaktorom zarzutu małej oryginalności. Po prostu to już tradycja, że wywiad z najpopularniejszym z commodorowskich inżynierów w każdym piśmie musi być, tak samo, jak musi być Kevin na święta, którego też od dziesięcioleci nie oglądam, lecz w niczym mi to nie przeszkadza. Dla odmiany z zaciekawieniem przeczytałem kolejny wywiad, gdzie odpytywano bohatera z okładki, czyli Billa Wintersa, znanego bardziej pod pseudonimem Amiga Bill. To niewątpliwie ciekawa postać naszego środowiska, a lektura tego artykułu skłoniła mnie do refleksji, że mamy wiele podobnych cech, Bill tak jak ja zaczynał przygodę z komputerami od małego Atari i tak jak po zakupie Amigi już nigdy nie miał przerwy w amigowaniu on kupił swoją Amigę 5 lat wcześniej, bo już w 1987 roku. Podobnie jak ja uważa, że z hobby należy czerpać radość i podchodzić do tego z optymizmem i pasją, co być może w USA nie jest niczym niezwykłym, chyba trudniej o taką postawę mieszkając w kraju nad Wisłą. Mimo że odnoszę wrażenie, iż nierzadko narzekający na amirzeczywistość Polacy są całkowitym przeciwieństwem Billa, to ten w wywiadzie nasz kraj wspomina całkiem miło. Dodam przy tej okazji, że nie tylko w tym wywiadzie, ale ogólnie w całej gazecie akcenty polskie się pojawiają, redaktorzy znają dobrze czasopisma wydawane w Polsce i o sile naszej społeczności (jak i społeczności niemieckiej) wypowiadają się z uznaniem.

Po dość długim wywiadzie z Amiga Billem, mamy dla odmiany króciutki jednostronicowy wywiad z Johnem Kayanasem, człowiekiem stojącym za projektem Amigalive. Ostatnim wywiadem w tym numerze była rozmowa z Mike’m Battilaną. Wywiad po części sentymentalny, po części odnoszący się do aktualnych spraw, aczkolwiek miłośnicy spiskowych teorii żądnych sądowych sensacji nie znajdą tutaj wielu rewelacji. Jak przyznaje sam Mike on jest developerem, a nie prawnikiem i trudno mu się wypowiadać, dopóki wszystkie sprawy nie zostaną uregulowane.

Amiga Addict pod przeglądarką AmiPDF.

Gwoździem numeru drugiego jest długi artykuł na temat DMA Design, legendarnego studia odpowiedzialnego między innymi za stworzenie kultowych Lemmingów. Jednak nie mniej ciekawym artykułem jest wspomnienie o nieżyjącym już genialnym inżynierze Davidzie Nedle. Człowiek ten nie tylko pracował nad Amigą, komputerem, który wyprzedzał epokę, ale także współtworzył równie wyprzedzającą epokę konsolę Atari Lynx, czego dowodem jest fakt, iż po atarowskim Rysiu rynek konsol mobilnych musiał czekać aż 12 lat do momentu premiery Gameboy Advance, by przebić graficzne możliwości konsoli opracowanej w latach 80-tych przez R.J. Micala i D. Nedle’a. W bogatym CV Davida znajduje się też inna znana konsola do gier 3DO, która może nie odniosła aż takiego sukcesu, ale zespół pracujący nad tą platformą zyskał cenne doświadczenia, które wykorzystano potem przy projektowaniu takich konsol jak Sega Dreamcast czy Xbox.

W trzecim numerze poza kontynuacją wspomnień o Davidzie, znajdziemy też ciekawy tekst „Zaginieni w dżungli” opowiadający o producentach muzycznych wykorzystujących Amigę w latach 90-tych, ale też o „didżejach” którzy zaprzęgają przyjaciółkę do pracy nawet teraz w 2021 roku. Dalej znajdziemy także wywiad z ‚Edu”, gościem stojącym za projektem UnAmiga, czyli implementacją Amigi 1200 w technologi FPGA.

Zacząłem od moim zdaniem najmocniejszej strony pisma, czyli publicystyki, aczkolwiek rzecz jasna nie samą publicystyką Amiga Addict stoi. Z pewnością, jeśli chodzi o zawartość procentową, to w największym stopniu stoi grami. Niestety z numeru na numer ten procent się powiększa. Z czystym sumieniem mogę pochwalić jedynie recenzję premierowej gry Wiz, wydanej przez znane w połowie lat 90-tych, a teraz reaktywowane studio Mutation Software. Zawsze z uwagą przeczytam tekst na temat nowej gry, w którą jeszcze nie grałem i która o ile wiem nie była dotąd recenzowana np. w Polsce. Na tej recenzji jednak kończą się teksty o grach, które przeczytałem. Cała reszta to odgrzewane kotlety, powszechnie znane gry z przeszłości recenzowane wszędzie gdzie się da po 100 razy. W mojej ocenie to są po prostu idealne „zapchajdziury” mające na celu zapełnić puste strony, których ilość z numeru na numer wzrasta. To niestety może świadczyć o tym, że przygotowany zapas ciekawych materiałów na start pomału się wyczerpuje i w przyszłości pismo może obniżyć loty. Mam jednak nadzieję, że się mylę, tymczasem kończę już o grach i przechodzę do oprogramowania.

Amiga Addict – wersja papierowa.

Tekstów tego typu jest bardzo niewiele. W numerze pierwszym mamy jedynie recenzję PageStreama plus dla miłośników emulacji tekst o przygotowaniu karty CompactFlash z użyciem WinUAE. W numerze trzecim znowu coś dla DJ-ów czyli opis aplikacji PT-1210, a także artykuł o AOZ Studio, który jednak nie jest programem dla systemu AmigaOS. Jest też kilka recenzji amigowych albumów muzycznych, jednak trudno takie składanki nazwać typowym oprogramowaniem. Reasumując miłośnicy aplikacji użytkowych nie mają w tym wydawnictwie czego szukać. Z drugiej strony pytanie, czy to źle, skoro i tak niemal nikt nie używa dzisiaj Amig klasycznych do poważnej pracy?

Nieco więcej znajdą dla siebie majsterkowicze i sprzętowcy. Wśród poradników znajdziemy między innymi instrukcję instalacji wspomnianej już płyty UnAmiga w obudowie oryginalnej Amigi, instrukcję montażu interfejsu stacji dysków Arduino, czy długi poradnik na temat umieszczenia Raspberry Pi w zmodowanej czarnej obudowie od Amigi 600 z podświetlaną klawiaturą. Ciekawostką jest tekst poświęcony wykonaniu adaptera pozwalającego na podłączenie do Amigi pistoletu świetlnego przeznaczonego dla konsol Segi, czyli Sega Phaser. Wbrew pozorom wykonanie takiego połączenia nie jest jedynie sztuką dla sztuki, gdyż istnieje dla Amigi kilka gier, które z takiego pistoletu potrafią skorzystać. Ich krótkie przedstawienie również znajdziemy w rzeczonym artykule.

Oczywiście przytoczone teksty nie są wszystkim, co znajdziecie w Amiga Addict. 54 strony pisma wypełnione są także tekstami, typowo ukierunkowanymi na czytelników z Wysp, jak wspominki z dawniejszych brytyjskich amigowych imprez, czy przegląd starej anglojęzycznej prasy. Epizodycznie poruszane są również wątki scenowe, a także szereg różnych innych tematów dotykanych w wielu krótszych artykułach. Muszę też napisać o rzeczy, która z punktu interesów czytelnika może wydawać się wadą, ale w perspektywie dalszego finansowania istnienia pisma niewątpliwie jest zaletą, tą rzeczą jest stosunkowo duża (jak na obecne czasy) liczba reklam, dla przykładu w numerze drugim było aż 8 ogłoszeń, w tym 6 całostronicowych, czyli można powiedzieć, że reklamy zajmują około 15% całej zawartości pisma. Nadmienię, że wśród reklamodawców są też nasi, a konkretnie Sordan Cheap Electronics Shop.

Amiga Addict pod przeglądarką QPDFView.

Podsumowanie
Były czasy, gdy jedynym rodzynkiem na rynku amiprasy pozostawał Amiga Future, w ostatnich kilku latach to się zmieniło. Po 2014 roku nastąpił prawdziwy wysyp wydawnictw, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Konsekwencją tego lekkiego przesytu jest fakt, iż do kolejnych tytułów nie podchodzi się już z totalnie bezkrytycznym entuzjazmem, tylko ocenia się rzeczywistość taką, jaka jest. Trzeźwa ocena nie pozwala mi postawić po stronie plusów recenzji gier, takich jak Deluxe Galaga czy Cannon Fodder. Dla mnie to jest minus, choć z drugiej strony 90% amigowej prasy, a nawet cześć współczesnych portali internetowych, stosuje dokładnie te same praktyki. Na pewno mi jako sympatykowi Amigi nowej generacji, nie może się podobać „totalna olewka” tej tematyki (i to pomimo deklaracji z pierwszego numeru), no ale tutaj znowu mogę powtórzyć to samo co w przypadku starych popularnych gier, że podobnie jest w większości pozostałych amipism. Dla odmiany to, co ewidentnie mi się podoba to mocny dział publicystyczny. Po stronie plusów zaliczyłbym też artykuły techniczne dla majsterkowiczów. Taki pistolet świetlny podłączony do Amigi mógłby zrobić furorę na niejednej imprezie retro. Rzecz jasna duży wpływ na pozytywną ocenę ma jakość wydania i profesjonalny skład. Czas na werdykt, analizując wszystkie za i przeciw oceniając pismo w skali szkolnej stawiam solidną czwórkę z minusem. Czy jest to ocena sprawiedliwa, możecie przekonać się sami zamawiając pismo na stronie https://shop.amiga-addict.com/

Na koniec chciałbym podziękować znanemu polskiemu amigowcowi w osobie Amig_OSa, który udostępnił materiały, dzięki którym mogła powstać niniejsza recenzja.

O Mufa